Byle do Vancouver.
Nie będę ukrywał- fanem biegów narciarskich nie jestem.
Kilkadziesiąt minut ciągle tak samo wyglądających zmagań jest równie pasjonujące co nowy odcinek "M jak Miłość" lub jazda bydgoską komunikacją miejską w godzinach szczytu. Oczywiście broń Boże nic konkurencji ani sportowcom nie ujmuje- biec tyle kilometrów to wyczyn na jaki stać tylko nielicznych. Niestety, przez brak karabinów i komentarza pana Jarońskiego oraz pana Wyrzykowskiego nie można tego sportu oglądać z pełnym zaangażowaniem.
No chyba, że pojawi się od czasu do czasu ktoś taki jak ta Pani:

Dzisiaj również nasz inny reprezentant sportów zimowych piekielnie szybko biegał. Szkoda tylko, że kolejny raz z jednym pudłem za dużo...
Zabraknie Tomkowi tej smakowitej wisienki na koniec tego pięknego sezonu.
Igrzyska Olimpijskie w Vancouver już za rok. Justyna Kowalczyk będzie w idealnym wieku by osiągać w swojej dyscyplinie największe sukcesy. Dla Sikory będą to prawdopodobnie ostatnie wielkie zawodu w życiu i na pewno zrobi wszystko by w wyśmienitym stylu zakończyć swoją udaną karierę.
Biało-czerwone emocje na kanadyjskich trasach biegowych więc na pewno gwarantowane!